roslinyakwariowe.pl - Profesjonalna Akwarystyka Roślinna

Hyphessobrycon amandae (Bystrzyk Amandy)

Hyphessobrycon amandae (Bystrzyk Amandy)

Nazwa: Hyphessobrycon amandae   Géry & Uj, 1987 

Synonimy: Hemigrammus amandae (Géry & Uj, 1987)

Polska nazwa: Bystrzyk karlik, Bystrzyk Amandy, Bystrzyk ognisty
 
Systematyka: Rząd: Characiformes (Kąsaczokształtne): Rodzina: Characidae (Kąsaczowate)
 
Występowanie: Rio Negro (Brazylia)
 
Wielkość: 3 - 4,5 cm
 
Cechy charakterystyczne:
 
Jest rybą towarzyską lubiącą przebywać w grupie. Jej czerwone ubarwienie zmienia intensywność w zależności od parametrów wody i samopoczucia. Samiczki dorastają do 2 cm długości, samce są nieco mniejsze i drobniejsze.
Pokarm – każdy drobny dostępny w sprzedaży
 
Warunki hodowlane:
 
Do pielęgnacji tych rybek wystarczy już akwarium 50-60 litrowe, najlepiej z ciemnym dnem gęsto obsadzone roślinami, zbiornik taki może być obsadzony innymi małymi, spokojnymi i towarzyskimi rybkami. Rybka ta lubi wodę miękką o temperaturze 24-28C i pH 6,0-7,0.

Żródło: Andrzej Kociołkowski - akwa-mania.mud.pl


Autor: Rafał Kozera - AkwaGadka

Hyphessobrycon amandae n. sp.  z "rzeki śmierci"

Heiko Bleher RFN -  artykuł z czasopisma "Akwarium"
Tłumaczyła Łucja Pogoda 

Rio das Mortes - "rzeka śmierci". Ta wywołująca przerażenie nazwa wywodzi się od legendy indiańskiego plemienia Suya, zamieszkującego górny bieg | rzeki Xingu, w samym sercu najwięk- * szego południowoamerykańskiego kraju. Legenda ta mówi, że rzekę zamieszkuje olbrzymi wąż, który pochłonął już niezliczone ofiary. Każde zniknięcie tubylca Ł tłumaczy się działalnością tego potwora, k Indianie Suya twierdzą, że potwór był f niejednokrotnie widziany: ma 50 metrów długości i paszczę tak dużą, że może wciągnąć czółno wraz z załogą. Potwór bardzo nie lubi kobiet ciężarnych. Ściągnął już niejedną z brzegu - ponoć ? przez zazdrość. Nie lubi również nowo narodzonych dziewczynek.
 
Już od 30 lat podróżuję przez tropikalny świat by szukać nowych, ciekawych okazów ryb, między innymi także w Brazylii, gdzie jako ośmioletni chłopiec mieszkałem przez wiele miesięcy wśród "dzikich Indian" i byłem oczarowany ich opowieściami. Każde plemię ma własne legendy, a jednak są one w jakiejś mierze zbieżne, są to wierzenia i stare tradycje przekazywane z pokolenia na pokolenie - stanowią one część składową życia Indian, a będą trwać tak długo, jak długo będą żyć Indianie. Niestety, ich dni są policzone, a wraz z nimi także i dni przepięknych legend. Dla mnie w czasie tej ekspedycji marzeniem było znaleźć rybę, która jest piękniejsza od tej, która zdobyła cały świat (mówię tu o Paracheirodon axelrodi - czerwonym neonie) - oto szczyt marzeń.

Szlak moich wędrówek wiódł przez Rio de Janeiro ("A cidade Marivilhosa"). Miasto to zawsze mnie fascynuje. Statua Jezusa Chrystusa, wyłaniająca się z porannej mgły, rozwartymi ramionami jakby ochraniała miasto.
 
Rio, liczące ponad siedem milionów mieszkańców, położone jest nad zatoką Cuanabara, a spina je z Niteroi najdłuższy, przerzucony nad zatoką, most świata. Rio de Janeiro, nad którym znalazłem się o świcie, to niebywałe piękno i cisza śpiącego jeszcze miasta.
 
Po siedmiogodzinnym, męczącym locie z Frankfurtu, była to wspaniała nagroda. Po przepięknym, słonecznym dniu na plaży Copacabana, (innych dni prawie tu nie ma), rozpoczęła się moja ekspedycja, tym razem do stanu Goias, obszaru graniczącego z Mato Grosso, krajem plemion Xingu i Suya. Rio Araguaia, Rio das Mortes... prawie w ogóle niezbadany świat ryb. Jadąc przez Brazylię zahaczam o malownicze Ouro Preto (co znaczy "czarne złoto") - drugie co do wieku miasto osadników w Brazylii, powstałe w 1517 r. i znane w świecie dzięki rzeźbom Alejadinho, starannie omijając nowoczesne osiedle ,"bloków". Wieczorem tego samego dnia docieram do stolicy stanu - Goiania, miasta znanego z rolnictwa i hodowli zwierząt.

Po orzeźwiającej kawie brazylijskiej "cafezinho" (czarna jak smoła, znacznie przewyższa mokkę; łyżeczka "stoi" w kawie, tak dużo używa się tu proszku), rozpoczęliśmy, w porannej mgle, naszą "gliniastą drogę". Mój Volkswagen, biała, wypożyczona furgonetka, był po krótkim czasie czerwony. Samochód wznieca tumany pyłu - dalsza jazda, nawet w bezchmurny dzień, jest możliwa tylko przy włączonych reflektorach. Z kurzem w zębach i czerwony jak Indianin (drobiny pyłu przenikały wszędzie) dotarliśmy wraz ze spotkanym przyjacielem, szwajcarskim kamerzystą i towarzyszem podróży Jürgenem Waltherem do odległej od Goiania 400 kilometrów miasta granicznego - Barra do Garcas. Tam to właśnie rozpoczyna się stan Mato Grosso i otoczona legendami okolica Indian Suya. Jurgen był mocno zdziwiony, gdy w tej małej, sennej miejscowości otoczyła nas gromadka dziewcząt, (żadna z nich nie skończyła 16 lat) i byliśmy przez nie potraktowani jak biali bogowie. Nie mógł on zrozumieć tego nadmiaru kobiet. Stosunek mężczyzn do kobiet wynosi 1:6, zatem czysty "męski raj". Mężczyźni nie znajdują tu pracy, są zatrudniani w odległych miastach: Goias, Goiania, Brasilia.
 
Niestety musieliśmy pożegnać się z tymi wieloma młodymi pięknościami. Jurgen przysięgał sobie, że tu jeszcze powróci.

Hyphessobrycon amandae (Bystrzyk Amandy)
Jak widać wąż-potwór nie miał ochoty na Heiko Blehera. (Fot. Ari de Graaf)

Coraz bardziej prymitywna droga prowadzi nas na północ. Dziur, w których niejednokrotnie nasz samochód grzązł, było bez liku. Przed pewnym mostem (który mostem trudno było nazwać), musieliśmy podróż przerwać. Rio das Mortes nie jest miejscem wycieczkowym, a w razie awarii wozu na pomoc czeka się tygodniami a nawet miesiącami. Natura wynagrodziła nam wszystkie trudy - w palącym słońcu (ponad 38°C w cieniu) oglądaliśmi miliony motyli, które teraz, w czasie opadającego lustra wody, znalazły pokarm w wysuszonym łożysku rzeki. Przepiękne kwiaty heliconii, bananowce (Musacea), które mają 2-3 miesięczny okres kwitnienia, upiększały nam tę mozolną drogę. Nad "Rio dos Peixes" mieliśmy nocować. Nagle, przed Igarape (mała rzeczka) droga się skończyła. Zamiast mostku, który niedawno spłynął biegiem rzeki, przed nami rozwierała się stroma przepaść; nie było wyboru. Wymanewrowałem samochód w lewo, prosto do buszu, gdzie wylądowałem na starym drzewie - olbrzymie, ze zgiętą przednią osią. Po przejechaniu około 500 000 km furgonetką Volkswagen w dżungli - pojazd ten nie miał dla mnie żadnych tajemnic. Bardzo często rozbierałem i składałem silnik na nowo (nigdy jednak nie zrobiłem z jednego dwóch silników), przeprowadzałem naprawy różnego rodzaju, a zgięty wał osiowy, po 6 godzinach uderzeń młotkiem, w porannym brzasku wyprostował się (bardzo sztywne to żelastwo), my za to nie mieliśmy siły się wyprostować. Rozbudzeni koncertem koników polnych i "żab młotkowych", po śniadaniu z moczonym w wodzie chlebem (chleb brazylijski po 12 godzinach twardnieje na kość), rozpoczęliśmy połowy.

Z naszej 15-metrowej sieci wynieśliśmy na brzeg mnóstwo korzeni, gliny, a także przepięknych ryb. Szczególnie piękna była słodkowodna płaszczka Paratrygon sp. o średnicy ponad 70 cm. Ogon zakończony jest ostrym, zatrutym kolcem. Jego ukłucie może spowodować bolesne rany, a jeśli brak jest pomocy lekarskiej, niebezpieczne ropienie. Między setkami ryb z rodziny kąsaczowatych Moenkhausia, Hemigrammus i Astyanax była także Acaronia nassa. Ta ciemna, prawie czarna pielęgnica, ze wspaniałą, czarną plamą w górnej części ciała otoczoną świecącym pierścieniem, z bardzo długą płetwą ogonową, grzbietową i odbytową jest u nas rybą rzadko spotykaną, należało by jej poświęcić więcej uwagi.

Poprzez Sao Joaquim do Rio Manso osiągnęliśmy w końcu nasz cel nad Rio das Mortes; Nova Xavantina. Od mojego, niedawnego przecież pobytu na tym terenie, zaszło wiele zmian. Stało się to za przyczyną przecinającej okolicę nowej państwowej drogi BR 158.
 
Z tubylców, z ich tak odmiennymi i ciekawymi obyczajami, niewielu pozostało takimi, jakich ich poznałem. Część zmiotła nasza "cywilizacja" - jakże odmienna od ich sposobu życia, resztę wykańcza Cachaca - wódka z trzciny cukrowej o 45-75% alkoholu. Tragedia!
 
Mam w pamięci plemię Suya, które pielęgnowało piękne, fascynujące w Ameryce Południowej tradycje, przez stulecia. Chłopcom w dolnej wardze umieszczano mały, drewniany krążek. Z wiekiem krążki te wymieniano na odpowiednio większe. Spotykano i o średnicy 25 cm; był to osobnik z największą wargą. Nie szczędzono także małżowin usznych. Męskość w tym plemieniu miała swoją cenę.

Taki identyfikacyjny znak znaleźć można jeszcze tylko u kobiet w afrykańskim plemieniu Sara nad jeziorem Czad. Kobiety te noszą w górnej wardze tarczę drewnianą wielkości talerzyka. Dalszy dowód, że kontynenty te były kiedyś ze sobą połączone!
 
 Niewielka grupa Indian, którzy przeżyli niedawny skok cywilizacyjny, żywi się głównie rybami, przy czym ryba pirarucu (Arapaima gigas) jest głównym pożywieniem. (Jest to największa słodkowodna ryba świata, dochodzi do 4 m długości i do wagi 250 kg.)
 
Spotkaliśmy kilku członków plemienia Suya. Ich twarze mówiły, że nie wszystko u nich jest w porządku. Mimo to byliśmy zaproszeni na posiłek. Dzielą się oni wszystkim (są więc często wykorzystywani przez wielu złych ludzi).

Małą łodzią motorową, mijając zaciekawioną rodzinę Indian, płynęliśmy pod prąd, do bocznego dopływu rzeki. W czasie suszy było to trudne przedsięwzięcie, ale przez mielizny i ławice piaskowe naszą bardzo lekką łódź aluminiową mogliśmy zawsze przenieść. Bardzo ciężki był jednak nasz sprzęt, sieci i całe wyposażenie.
 
Rejs "wielką rzeką" wzbudzał zainteresowanie tubylców, którzy jeszcze ciągle wierzą w legendę "węża-olbrzyma" i nie mogą zrozumieć, że chcemy łowić ryby narażając się na niebezpieczeństwo i że ciągniemy naszą wielką sieć i łowimy barwne Geophagus o niespotykanych, bajecznych kolorach. Szczególnie ciekawą była Crenicichla - (ok. 35 cm) którą później określiłem jako jeszcze nie znaną Batrachops species.
 
W brązowej wodzie żadnych śladów złowieszczego węża-potwora nie zauważyliśmy.
Małe rybki prawie nie wpływały do sieci. Jedyne "monstrum" o rzeczywiście niesamowitym wyglądzie to nazywana przez Indian "rybim psem" - Hydrolycus scomberoides; 5-centymetrowe zęby dolne wrzynają się, przebijając ją na wylot, w górną szczękę. Tak więc dolne zęby wystają nad górną szczęką. Śliczności! Ta brzydula jest jednak bardzo szybka. Jej płetwy piersiowe przypominają skrzydełka. Jej smukłe, srebrne ciało osiąga 50 cm długości. Ta drapieżna ryba, popularna w Ameryce Południowej, do Europy chyba jeszcze nie została sprowadzona.

Hamak jest moim najlepszym legowiskiem. Jurgen także przywykł szybko do tego rodzaju "łoża" pod czystym, rozgwieżdżonym niebem. Tylko roje komarów wyprowadzają go z równowagi. Mnie moskity przeszkadzały mniej - prawdopodobnie mam gorszą krew. Zmęczeni całodziennym trudem zwalaliśmy się jak kłody na hamaki, przygotowane przez troskliwych Indian. Usypiała nas koncertująca wieloma głosami dżungla.

Hyphessobrycon amandae (Bystrzyk Amandy)

Stado ogniście czerwonych ryb to nowo odkryte Hyphessobrycon n.sp. Pan Heiko Bleher proponuje nazwać je imieniem swojej matki, Amandy - Hyphessobrycon amandae.

Nazajutrz - w biotopie Igarapes, z przeźroczystą wodą, bogatym w rośliny Cabomba sp., Otellia sp. mnóstwem niezliczonych ilości Potamogeton, jak i roślin pływających, szczególnie Eichhornia crassipes - znalazłem rybę moich marzeń!
 
Ukoronowanie mojej ekspedycji - wspaniały, czerwony kąsaczowiec to prawdopodobnie Hyphessobrycon species, określony - prawie natychmiast przez dr Jaquesa Gery, mojego francuskiego przyjaciela. 
 
Ten mój "sen na jawie" jest rybą prawie całkowicie bezproblemową, wszystkożerną. Osiąga niecałe 3 cm długości. W warunkach akwariowych, przy nikłym oświetleniu, osiąga najintensywniejszą barwę. W naturze występuje w temperaturze 26°C, w wodzie o pH 6,6 dó 7,2, przewodności od 85-115 µs i bardzo miękkiej wodzie.

Ryba ogniście czerwona, tak czerwona, że nie chce sie w to uwierzyć. Tak urzekające nie były nawet czerwone neony, gdy wyciągnąłem je z wody.
Winna się nazywać bystrzyk ognisty - (w oryg. Feuersalmler) - właściwa to dla niej nazwa!









Zobacz także

Ciekawe akwarium z bystrzykami Amandae Ciekawe akwarium z bystrzykami Amandae
Zapraszamy do obejrzenia efektownego 112-litrowego akwarium naszego Czytelnika. W zbiorniku znajdują bystrzyki Amande oraz krwetki. W akwarium ...
Pokarm TetraMin produktem roku branży zoologicznej Pokarm TetraMin produktem roku branży zoologicznej
W 1955 roku dr Urlich Baensch stworzył i opatentował pierwszy na świecie pokarm dla ryb w formie suchych płatków - TetraMin. Nazwa ta...
Pełna oferta pokarmów Vitalis Pełna oferta pokarmów Vitalis
Miło nam poinformować iż do ofery sklepu dołączyły nowe pokarmy marki Vitalis. Aktulanie posiadamy w ofercie kilka tysięcy ró...
Poradnik: Moje oczko wodne Poradnik: Moje oczko wodne
Wspólnie z marką Tetra przygotowaliśmy dla Was poradnik nt. zakładania i pielęgnacji oczka wodnego. W lecie więcej czasu spędzamy na...
Karmniki automatyczne - który jest najlepszy? Karmniki automatyczne - który jest najlepszy?
Zapraszamy do kolejnego odcinka serii "Paweł Testuje", w którym pod lupę wzięte zostały automatyczne karmniki dla ryb...
Skalar - legenda akwarystyki Skalar - legenda akwarystyki
Skalar to jedna z najbardziej rozpoznawalnych ryb akwariowych, bohater wielu grafik i logotypów. Zapraszamy do posłuchania o tej ciekawej...
Aquascaping a ryby Aquascaping a ryby
Aquascaping to nieodzowna część akwarystyki roślinnej - to oczywisty fakt. Bywa jednak iż w pędzie za najciekawszym układem kompozycji wnę...
Podawanie artemii w akwarium Podawanie artemii w akwarium
Artemia do wylęgu wymaga twardej i alkalicznej wody i aby jej nie przenosić do akwarium z wrażliwym narybkiem, który często wymaga...

Flora

Phyllanthus fluitans

Serwis roslinyakwariowe.pl


 
 Działamy od 2001 roku i wspólnie z ponad
40 tysiącami akwarystów z całej Polski zdobywamy wiedzę i dzielimy się naszyn doświadczeniem.
 

zamów nowości na e-mail

Sklep internetowy

Wysyłkowy sklep akwarystyczny z
bogatą ofertą sprzętu i akcesoriów do
pielęgnacji akwarium.


idź do sklepu